2006-07-19 08:28:43 >> No lux Nie wiem co powiedziec o stanie mojego umysłu po dzisiejszym śnie. Chyba wolę nie analizować. Dwóch przystojnych jak cholera Hiszpanów, ubranych jak Zorro, rywalizowało ze sobą w... obieraniu wędzonej ryby. Po prostu. Maks. Może nnie powinnam więcej zasypiać? skomentuj (17) 2006-07-05 11:24:14 >> Pobudka Dobrze, że nie bylo karnych bo pewnie bym sie budziła dzis dopiero w pracy. A tak dopiero jak poczułam troche powiew na twarzy, a prędkościomierz przekroczył 130 poczuła, że to już nie sen, a droga do pracy. skomentuj (2) 2006-06-22 08:43:18 >> Bo tak No dobra, lubię mecze na Mundialu. Ale tylko na Mundialu. I jeszcze lubię jeździć samochodem. Jeździć, a nie wlec się. I piwo też lubię, szczególnie gdy oglądam mecz. Czy to jest tzw. pierwiastek męski we mnie??? skomentuj (1) 2006-06-19 08:23:57 >> Różności Zebrało się trochę. To tak raczej z uwagi na przypomnienie. W czwartek zrobilismy sobie wycieczke nad morze. Wycieczkę pomiędzy procesjami. Bo tam gdzie w jednych miejscowościach sie konczyły w innych się dopiero zaczynały. Jazda była więc slalomem, ale w końcu wylądowaliśmy U Ewy początkowo na szarlotce z bitą śmietaną, a w końcu na calym obiedzie czyli na kaczce. To że było dobre, nie jest niczym szczególnym, bo tam jedzenie jest zawsze dobre. Potem poprzez bedroża, łaki i lasy dojechalismy do Łeby, gdzie po krótkiej rundce pomiedzy ludźmi, którzy zatkali totalnie miasteczko, pojechaliśmy do Bytowa. A tak sobie i z powodów biznesowych. Wieczór też stał pod znakiem mimprezy, bo na zakonczenie wylądowoalismy w Gdyni najpierw na bulwarze, a potem na Skwerze. Godzina trzecia przytuliła nas już w łóżkach.. Nastepny dzien przestany w dużej mierze w korkach na Hel, ale i tak nie bylo najgorzej, bo rózne objazy i skróty dały całkiem pozytywny efekt - 2,5 h. A na Helu... wiadomo jak :) Przestalam oglądac dzienniki. I słuchac też. Jako rasowy kibic przerzuciłam się na mecze. I tak do końca i chyba nie wrócę do dzienników, tak jest zdeydowanie zdrowiej. skomentuj (1) 2006-06-12 09:20:07 >> Nie będe monotematyczna I nie napiszę, że w końcu ciepło. Nie o tym. O mechanikach. Wszystkich wartych siebie. Byłam w sobote w NA, gdzie z droga kupna kupilismy radio do suniacza. Z montażem. Ładne i funkcjonalne. Nie ważne - radio. I przyokazji zaopatrzyć sie chciałam w filtr powietrza, bo stary już dawno się kłaniał by go wymienić. I fajnie. Mechanik zabrał sie za wymiane, a my poszliśmy na regały gdzie leżały filtry. I wielka księga z numerami, który filtr do którego modelu. Znaleziony. Ale czemu innego kształtu niż w moim suniaku???? Po poszukiwaniach, okazało się, że mój ma filtr z poprzedniego modelu. Hmmm... Buda nowa, silnik stary? No nic - mechanik oczywiście też nieuświadomiony - wziął inny filtr i w stanie totalnego zdziwienia nie wiedział co z tym zrobić. No ale kij mu w oko. Zamienił, cos tam sie pomodził, ale zmienił. Niestety to jeszcze nie był koniec, a pogoda hna zewnątrz "wymarzona" do siedzenia w warsztacie. Przy okazji chciałam kupić antenkę. No i tu sie zaczęły schody. Najpier trudności z odkręceniem i stwierdzeniem co to za antena. Potem mu cos tam z masą nie tak i przepalił bezpiecznik radia. Żeby tylko to. Bo bezpiecznik szybko wymienił. Anteny nie mam, bo stara została ułamana,a oni na stanie nie mieli takiej, która by pasowała. No0 cóz, radio troche gorzej odbiera, ale wetknę tam druta i bedzie gut. I żeby to bylo wszystko. Na koniec już jak wyjechaliśmy to wyszło na jaw, że nie mam zegara temeatury. No nie działa i juz. Auto wjechało zdrowe, wyjechało chore, a radio z lekka nie tak zamontowane, bo jakis plastik odpada. jade dziś robic wielka CHRYJĘ!!!! I trzymajcie mnie, żeby mi nerwy nie poszły. skomentuj (4) 2006-06-08 08:29:42 >> No habla espaniol i racion de hamon por favor Tydzień upłyna pod znakiem upału. A tak - upału.Tylko niestety nie w Polsce. Bo odkąd przyjechałam, w domu chodzi farelka i kaloryfer w łazience. Inaczej nie daloby się wytrzymać. Czy odpoczęłam??? Chyba tak, choc niewyspana jestem przez powrót do dzisiaj. Jak można było nie odpocząć sącząc sobie powoli sangrię z lodem i owocami? Czy odpoczynkiem nie były spacery po starym mieście? Czy odpoczynkiem nie mozna nazwać nocy, która witała i żegnała temperaturami powyżej 20 stopni??? Ech... chyba to jest mój klimat... A mój hiszpański pomieszany z angielskim tworzyły niesamowitą mieszankę :) skomentuj (1) |